Zadając sobie pytanie jak realizm odnajduje się w teatrze można uzyskać różne odpowiedzi. Jednym z tropów może być interpretacja spektaklu “Lalka”. Czy twórcy wykorzystali potencjał dzieła? I jak spektakl odebrali widzowie Teatru Kochanowskiego w Opolu?

Powieść “Lalka” autorstwa Bolesław Prusa jest znanym polskim dziełem z okresu pozytywizmu, publikowanym w odcinkach w latach 1887-1889. Od tego czasu doczekała się licznych adaptacji filmowych i scenicznych, mniej lub bardziej udanych. Ta była mniej udana. 

Podstawową wadą spektaklu z reżyserii Radosława Rychcika jest jego monotonia. Kolejne sceny dłużą się, a kolejne popisy aktorów nie wnoszą żadnej świeżości na scenę. W odróżnieniu od innych spektakli prezentowanych w ramach festiwalu, “Lalka” nie zawierała żadnego elementu współczesnego, ani nie pozwoliła widzowi na nową perspektywę historii Prusa. Jedynymi zabiegami było uwypuklenie momentu, w którym Wokulski mierzy się z własnymi myślami i dochodzi do siebie po feralnym zauroczeniu w Izabeli Łęckiej oraz wskazanie przez twórców zakończenia historii pokrywającego się z ich interpretacją dzieła. (Bo jak pamiętamy ze szkoły “Lalka” ma niejednoznaczne zakończenie i bohater albo popełnia samobójstwo albo wyjeżdża do Paryża). Ale to za mało, żeby zaspokoić oczekiwania widza odnośnie reinterpretacji powieści. 

Dlaczego więc spektakl dostał się do finału konkursu Opolskich Konfrontacji Teatralnych “Klasyka Żywa”?  Wydaje mi się, że ze względu na scenografię, która robiła wrażenie swoim niesamowitym  realizmem. Głównym planem był dworzec kolejowy, który poprzez zmieniający się napis na peronie pokazywał nam gdzie rozgrywa się akcja; w Warszawie, Zasławku czy Paryżu. Przyciągające uwagę były momenty zmiany wysokości słupów, odjazdu pociągu czy oślepiających kolejowych świateł nadjeżdżającej lokomotywy. Tablica z napisem miejscowości pełniła też inne praktyczne zdanie – wyświetlała polskie napisy w scenach w których bohaterowie posługiwali się językiem angielskim, co uważam za dobrze wymyślone. 

Doceniam także kostiumy bohaterów i faktyczne utrzymanie szczegółowego realizmu. 

Spektakl wyreżyserowany był w konwencji realizmu psychologicznego. Aktorzy grali dramatycznie, realistycznie i psychologicznie. W podążaniu za dialogami przeszkadzało niece założenie, że aktor ma grać na wprost widza. I tak otrzymywaliśmy sceny w których rozmawiające postacie nie były zwrócone do siebie, tylko bohater mówiący zawsze kierował się do publiczności, co zaburzało konwersję psychologiczną dzieła. Obserwując to przyszedł mi na myśl konkurs recytatorski.

W muzyce panował minimalizm. Utwory puszczane były z off-u. Uważam, że ścieżki dźwiękowe pasowały do całości, ale nie wpływały na ożywienie przedstawiania. To właśnie muzyka wywołała małe zdezorientowanie na końcu spektaklu, bo widzowie nie wiedzieli czy już się skończyło, czy jeszcze nie. Czy już mają klaskać, czy nie. I tak widownia spoglądała na siebie, żeby uzyskać odpowiedź na pytanie co zrobić. Gdy już wiadomo było, że widowisko dobiegło końca i na scenie ukazali się aktorzy część widzów w ogólnie nie klaskała. Wymowne działanie. 

Publiczność zgromadzona w Teatrze Kochanowskiego raczej wychodziła znudzona z sali. Krytyczny odbiór spektaklu pokazał się w tym, że ani jedna osoba do której podeszłam nie chciała opowiedzieć mi do mikrofonu o wrażeniach po sztuce i pytani ludzie tylko kręcili nosem. Mimo kilkunastu prób nie udało mi się zebrać materiału dźwiękowego z opiniami uczestników, co też uważam za głos opinii publicznej. 

O założeniach spektaklu możecie posłuchać nieco w nagranych przeze mnie wypowiedziach pochodzących z omówienia odbywającego się po pokazie:

 

Reżyser spektaklu kojarzony jest z produkcji zawierających odniesienia do współczesnej popkultury, dlatego została zapytany czy przy “Lalce” nie korciło go, aby dodać coś od siebie. Odpowiedział następująco:

 

Marta Konsek
Fot.: Dawid Stube