Koncert zespołu Hańba – Relacja.

Przeniesienie w czasy dwudziestolecia międzywojennego zafundował Opolu zespół Hańba. Rok 1937 i oni – czterech muzyków sprawiających, że cała sala skacze w rytm muzyki tworzonej za pomocą głosów, tuby, akordeonu, bębna  oraz banjo. Wszystko to w rytm punk rock’owej nuty.

Po raz czwarty Opole gościło Hańbę – formację składającą się z czterech mężczyzn, tworzących na scenie coś więcej niż dobrą muzykę, kreujących wręcz coś w rodzaju filmu. Przenoszą ludzi w świat międzywojenny, tworząc za pomocą tekstów piosenek, swoich strojów i instrumentów świat całkiem inny od tego, który nas na co dzień otacza. Tym razem koncert odbył się na scenie kameralnej Narodowego Centrum Polskiej Piosenki w sobotę, t.j. 11 lutego, o godzinie 20.00. Wchodząc na salę mijałam ludzi czekających na rozpoczęcie koncertu i mogę powiedzieć, że nie widziałam osoby, która by nie trzymałaby kufla z piwem, relaksując się sobotnim wieczorem. Ludzi przybywało, a równo o godzinie 20 wśród fanów przybyłych na koncert pojawili się artyści. Połowa zespołu: wokalista  Andrzej Zamenhof  wraz z  bębnistą Ignacym Wolandem weszli na salę głównym wejściem śpiewając tekst piosenki przez megafon w rytm wygrywany przez werbel, pozwalając nam chłonąć i przeżywać ich muzykę. Będąc już na scenie z resztą składu, przywitali zebranych w roku 1937, nie szczędząc sobie żartów na temat tego, że koncert odbywa się w Oppeln, w Niemczech, a oni przybywają z Krakowa, czyli z Polski. Publiczność pokochała ich za tą szczerość bijącą ze sceny oraz za kontrowersyjne nieraz teksty. Zagrali utwór Gmachy uprzednio wyjaśniając, że szykują się do wydania nowej płyty, przez co na tym koncercie można będzie usłyszeć same stare utwory. Podczas kompozycji Żyda bić, do słów Juliana Tuwima, apelowali „Obudźcie się ludzie!”, co było łatwe do spełnienia, gdyż każda ich piosenka sprawiała, że publiczność skakała wraz z kolejnymi dźwiękami wydobywającymi się z instrumentów należących do artystów.

Warto wspomnieć, że w paru utworach  Wiesław Król – akordeonista, zmieniał swój instrument na klarnet, co łączyło się ze wspaniałymi doznaniami dla moich uszu, gdyż jego gra była niezwykle profesjonalna i idealnie wkomponowana w nastrój wieczoru.  Kolejnym utworem był – zapowiadany jako najweselszy – dedykowany wszystkim odważnym ludziom, którzy na obcej ziemi organizują koncerty, utwór Do roboty. Zbuntowana Orkiestra Podwórkowa Hańba podziękowała Narodowemu Centrum Polskiej Piosenki, organizatorom oraz wszystkim, którzy zadbali o szczegóły związane z koncertem.

Artyści pożegnali się z ludźmi dość zaskakująco, piosenką Żydokomuna, gdzie po prostu zbiegli ze sceny, a wokalista uruchomił ręczną syrenę strażacką.  Gdy emocje nieco opadły, tłum zaczął domagać się powrotu zespołu na scenę. Tak się oczywiście stało, dzięki czemu mogliśmy upajać się dźwiękami trzech dodatkowych utworów. W ostatniej kompozycji formacja tak jak na początku koncertu zeszła ze sceny i dokończyła utwór wśród ludzi oraz jak gdyby nigdy nic wyszli z sali kameralnej głównym wyjściem. Można by pomyśleć, że to koniec występu. Nic bardziej mylnego! Od razu po wyjściu na hol Narodowego Centrum Polskiej Piosenki zespół rozłożył plenerowy sklep, gdzie można było zakupić koszulki, płyty oraz inne gadżety. Podczas późniejszych autografów i zdjęć, formacja nadal koncertowała i śpiewała wraz z fanami utwory, które ci ostatni zaproponowali.

Gdy wszyscy zostali usatysfakcjonowani zakupionymi koszulkami i nabytymi autografami, panowie poszli do garderoby, gdzie odpowiedzieli mi na kilka pytań.

 

Katarzyna Krysik