Na opolskiej scenie sali kameralnej Narodowego Centrum Polskiej Piosenki, gościli niemalże równo rok temu. Rozgrzali fanów do czerwoności, zapowiedzieli nowy album i odjechali sprawiając, że wszyscy ze zniecierpliwieniem czekaliśmy na ich kolejną wizytę. W końcu się doczekaliśmy!

Koncert odbył się 25.03.2017r., tradycyjnie już, w sali kameralnej NCPP. Zespołem supportującym gwiazdę wieczoru był niemiecki kwartet – Reload, któremu najbliżej gatunkowo było chyba do szeroko pojętego HeavyRocka. Pomimo dość rozrzedzonej publiki pod sceną, występ naprawdę był dobry. Biorąc pod uwagę kilkanaście ostatnich koncertów, pokuszę się o stwierdzenie, że był to jeden z najlepszych – jeśli nie najlepszy – zespół supportujący ostatnich miesięcy. Niezwykła charyzma wokalisty bezustannie nawiązującego kontakt z publiką, w połączeniu z przyjemną atmosferą panującą między członkami zespołu sprawiły, że godzinka przed występem Huntera zleciała naprawdę szybko i przyjemnie. Udało im się namówić przybyłych do skakania, bujania się oraz pierwszych, nieśmiałych tańców, a niezwykła barwa wokalisty dającego popisy w niemalże całej gamie dźwięków naprawdę robiła duże wrażenie.

W czasie przerwy, przed samym koncertem wieczoru, zarówno sala kameralna jak i korytarz NCPP wypełniły się ludźmi. Porównując frekwencję na supporcie z przybyłymi na sam koncert zakładam, że liczebność wzrosłą co najmniej dwukrotnie. Nad samą sceną górowała wielka płachta oznajmiająca wielkimi literami przybyłym, kto za moment dla nich wystąpi. Wzrok przykuwała również cierniowa pacyfka przypominająca, że artyści przybyli do Opola ze swoim najnowszym krążkiem.

Oczywiście już od pierwszych sekund występu publikę ogarnęło szaleństwo. Oklaskom i krzykom nie było końca, a z każdej strony widać było ludzi rytmicznie rzucającymi swoimi długimi włosami wykonując charakterystyczne dla tego typu koncertów headbangi. Kolejną cechą szczególną m. in. metalowych występów jest pogo. Pomimo tego, że sala nie była wypełniona po brzegi, a wolnego miejsca znalazłoby się sporo, większość widowni ustawiona była gęsto pod sceną, gdzie na środku sali kilka osób bez chwili wytchnienia wpadało na siebie i skakało wykonując ten specyficzny „taniec”.

Fani podczas tego wyjątkowego wieczoru mieli okazję usłyszeć na żywo kawałki z ostatniego, świeżego jeszcze krążka – Niewolność, jak i starsze, kochane przez wszystkich kompozycje. Zabawa nie zwalniała tempa zarówno przy graniu leciwego Mirror of War, jak i wydanego kilka miesięcy temu Niewesołowskiego – podczas którego na scenie zagościła na moment Ania Brachaczek z zespołu SIQ – oraz Nierządnickiego. Z tym ostatnim wiąże się także ciekawa inicjatywa, która niedawno zaistniała podczas koncertów zespołu. Otóż, jak powiedział w rozmowie z nami Drak, podpatrzyli pewną japońską kapelę, podczas występów której, publika urządzała karalusze pogo. Postanowili spróbować tego na polskim rynku i okazało się to całkiem trafionym pomysłem. Podczas wyżej wymienionego utworu wokalista przykazał ludziom usiąść na podłodze, a następnie położyć się na plecach. Karalusze pogo polega bowiem na plątaninie nóg oraz rąk w powietrzu. Wprawdzie przed koncertem sam mówił, że nie jest przekonany czy się uda, jednak opolanie chętnie wykonywali polecenia, świetnie się przy tym bawiąc.

Jak zwykle podczas koncertów Huntera cała scena aż wrzała. Michał Jelonek stroił do publiki najróżniejsze miny grając na skrzypcach, Konrad Karchut niemalże dosłownie latał po scenie dzierżąc w ręku bas, Dariusz Brzozowski wyczyniający rytmiczne cuda na perkusji, Piotr Kędzierzawski odpowiadający wraz z wokalistą Pawłem Grzegorczykiem za brzmienie gitarowe. Niestety grali w niepełnym składzie, gdyż do Opola nie dotarł Arkadiusz Letkiewicz, lecz i tak jestem przekonany, że występ nie zawiódł absolutnie nikogo. Oczywiście mógłbym marudzić, że za mało w set-liście było pozycji z mojego ukochanego HellWooda, ale kawałki z najnowszego krążka w pełni mi to wynagrodziły. Od strony technicznej irytujące było całkowite zagłuszanie tak znamienitych dla zespołu szeptów i tekstów „mruczanych”, które zawsze odpowiadają za tworzenie niesamowitego klimatu utworów. Podczas koncertu zupełnie nie dało się zrozumieć słów mówionych przez megafon czy szeptanych wprost do mikrofonu. Nawet charakterystyczne „odgłosy” Jelonka docierały do słuchaczy dosyć zniekształcone, co było lekko drażniące w odbiorze. Wynagradzało to natomiast w pełni oświetlenie, które reagowało dokładnie tak, jak powinno, współgrając z zespołem w stu procentach. Tradycyjnie po zakończeniu koncertu zespół kazał na siebie chwilę poczekać, by później wyjść do ludzi, porozdawać autografy, wymienić uściski i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcia.

Przed koncertem udało nam się wymienić kilka zdań z wokalistą Drakiem:

 

Patryk Korzec
Julia Kędziora

Witryna, którą obecnie przeglądasz, wykorzystuje pliki cookies w celu poprawnej realizacji dostarczanych usług i informacji oraz w celach gromadzenia anonimowych informacji statystycznych. Więcej informacji >>

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close